„Detroit – Sekcja zwłok Ameryki” – Charlie Leduff

Kupiłem tą książkę spodziewając się rzeczowej relacji spektakularnego upadku jednego z najbogatszych miast w Stanach. Dostałem czarny kryminał w post-apokaliptycznej scenerii, z postaciami wyjętymi z książek Raymonda Chandlera i dialogami godnymi bardziej wulgarnej wersji Philipa Marlowe. Nie byłem rozczarowany.

Fabularyzowany dokument powolnej degradacji amerykańskiego snu wciąga jak czarna studnia w której narrator znajduje zwłoki bezdomnego mieszkańca „miasta silników.” Wszystko w książce jest dosadne i surowe jak zmurszały beton opuszczonych fabryk Chryslera – tragiczne historie przegranych ludzi, kojarzące się raczej z meksykańskim pograniczem a nie cywilizowaną północą, industrialna dzicz i jałowa ziemia w miejscu gdzie kiedyś serce amerykańskiego kapitalizmu pompowało miliony dolarów do budżetu państwa i mieszkańców.

Autor, kontrowersyjny dziennikarz „New York Times” i zdobywca Pulitzera, znający rodzime środowisko Detroit od podszewki stylizuje swoją książkę na czarno-biały kryminał, opowieść w dystopijnym świecie bez zasad i nadziei. Reporter porzuca wygodne życie, wraca do zdewastowanego Detroit i zatapia się w mroczne życie stolicy bezrobocia, analfabetyzmu i morderstw by odkryć przyczyny, które doprowadziły do krachu. Przy okazji mierzy się z demonami własnej rodziny, która uosabia los tego miasta.

Leduff stawia tezę, że rdza, która przeżarła przemysłowego molocha rozleje się na całą Amerykę, zwiastując jej upadek. Bo faktycznie bieda, obustronny rasizm, korupcja, bezrobocie, przestępczość to tylko początek problemów z którymi zmaga się „miasto maszyn.”

To nie jest książka o rozsypującej się strukturze miasta ale niesamowita, może i przesadzona, skrajnie kontrastowa opowieść o społeczeństwie i ludziach w obliczu wielkiego kryzysu. I jest to pasjonująca opowieść.

To czego zabrakło w tej książce do zdjęcia. Te zdecydowanie zdjęcia, które uwiarygodniłyby i umocniły mroczne obrazy naszkicowane przez reportera, widzącego się raczej w roli zaangażowanego detektywa po przejściach.

Poniżej zdjęcia, które mogłyby towarzyszyć tej psychodelicznej przejażdżce przez niebezpieczne pustkowia Detroit :

„Hologramowe wieżowce” – takiego określenia rodem z cyberpunkowej anty-utopii używa autor do opisania opuszczonych biurowców w Detroit.

Pożary pustostanów są codziennością w Detroit. Co roku, w dzień poprzedzający Halloween, „Dzień diabła” miasto nawiedza fala podpaleń, które są tu rozrywką „tańszą niż kino.”

Wyludnione ulice i opuszczone fabryki to pozbawiona barw sceneria, w której toczy się życie bohaterów tej książki. Detroit to też niebezpieczne ale nieskończenie atrakcyjne miejsce dla grup spod znaku Urban Exploration (http://www.detroiturbex.com/). Leduff wspomina o nich jak grają w hokeja w zamarzniętej piwnicy gdzie znaleziono zwłoki narkomana.

W tym ponury miejscu zaczyna się cała opowieść. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s